24 czerwca 2017

30


Adam musiał być cholernym szczęściarzem, bo z wypadku, który został określony jako naprawdę poważny, uszedł niemal bez szwanku. Miał złamaną rękę i delikatny wstrząs mózgu, ale oprócz tego mógł normalnie funkcjonować. Weston był też nieznośnym pacjentem, bo cały czas na wszystko narzekał i wcale nie zdziwiłam się, że po kilku dniach został wypisany ze szpitala.
Wiedziałam, że Magda odetchnęła z ulgą, jednak nadal się o niego martwiła. Moja siostra opiekowała się swoim facetem i spędzała przy nim każdą chwilę, kiedy tylko nie było jej w pracy. Czułam się niepotrzebna i zapewne gdyby nie Thomas to nie miałabym kompletnie, co robić.
Ta dziwna sytuacja, która miała miejsce w ostatni dzień naszego pobytu w Londynie oraz w drodze powrotnej do Nottingham, chyba jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyła. To był taki przełomowy moment, bo na własnej skórze przekonywałam się o tym, że związek to nie tylko szczęśliwe chwile. Chyba było coś takiego potrzebne, bo to otworzyło mi oczy na coś z czego zdawałam sobie sprawę od bardzo dawna, ale jakoś nie mogłam zrozumieć tego już wtedy, gdy zaczęłam się spotykać z Thomasem.
Poważny związek miedzy dwojgiem ludzi nie opierał się tylko na tym, by byli ze sobą szczęśliwi. Oczywiście… Bycie szczęśliwym ze swoją drugą połówkę było niezwykle ważne, bo nie wyobrażałam sobie związku z kimś, z kim nie byłabym szczęśliwa. Jednak jeśli ktoś wyobrażał sobie razem wspólne życie to taki związek oznaczał bycie ze sobą na dobre i na złe. Nawet w tych najcięższych chwilach, a może przede wszystkim wtedy.
— Znowu się zamyśliłaś, Gabby — odezwał się Thomas, głaszcząc mnie po odkrytym ramieniu. Był środek dnia, ale to nie przeszkadzało nam w tym, by przeleżeć kilka godzin w łóżku w jego mieszkaniu. Nie mogłam oderwać wzorku od kalendarza, który wisiał na przeciwnej ścianie, a czerwony kwadracik uwidaczniał, że dzisiaj był wtorek, dwudziestego września. — Co jest, Gabby? Nie podoba mi się to, że od kilku minut patrzysz na ten kalendarz, tak jakbyś chciała go zamordować.
— Bo nie wierzę, że ten czas, tak szybko minął — założyłam ręce na klatce piersiowej i oparłam głowę o ścianę nad łóżkiem. — Uwielbiam Nottingham i nie chcę wyjeżdżać.
— To nie wyjeżdżaj — powiedział, a ja spojrzałam na niego. — To tylko zależy od ciebie, mała.
— Przecież wiesz, że muszę — westchnęłam ciężko, zagryzając dolną wargę. Dotyk Thomasa działał na mnie pobudzająco i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Pewnie, dlatego też nie potrafił trzymać swoich rąk przy sobie i przez cały czas to głaskał mnie po ramieniu, czy po dekolcie tuż nad piersiami.
— To jedź — wywróciłam oczami na jego słowa. Dla niego wszystko było takie proste i nie skomplikowane. — Studiować możesz gdzie tylko chcesz. Rozłąka z rodziną tylko wzmocni wasze relacje, bo dopiero wtedy zdasz sobie sprawę z tego ile dla ciebie znaczyli. Tak samo jest z przyjaciółmi.
— Dla ciebie wszystko jest takie proste….
— Z reguły wszystko jest proste — przerwał mi z uroczym uśmiechem na twarzy. — To ludzie sami sobie stwarzają problemy. Z tobą też, tak jest, Gabby.
— Tak, bo najlepiej jest nie przejmować się niczym, myśleć tylko o sobie i mieć w dupie wszystko inne — odezwałam się o wiele głośniej niż zamierzałam. Nie powinnam się teraz unosić, ale nie moja wina, że jego gadanie w ten sposób mogło być naprawdę wkurzające. Nie wszyscy potrafili myśleć, tak jak on. — Super rada, Thomas. Dzięki wielkie za to, bo inaczej myślę, że nie dałabym sobie z tym rady.
— Nie ironizuj, bo nie do twarzy ci z tym — zaśmiał się, całując mnie w czoło. — Daj spokój, Gabby. Nie myśl o tym teraz. Zostało nam jeszcze trochę czasu, więc wykorzystajmy go najlepiej jak umiemy, co?
Thomas pochylił się nade mną, a potem złożył delikatne pocałunek na mojej szyi. Przysunął mnie do siebie na tyle blisko, że byłam w stanie wyczuć każdy jego, napinając się mięsień. Odchylił kołdrę, pod którą leżeliśmy, a kiedy uszczypnął mnie w bok, zaśmiałam się wesoło.
— Teraz podobasz mi się o wiele bardziej — powiedział rozbawiony gdzieś na wysokości mojej szyi. Spojrzał na mnie, a ja poczułam ogrom ciepła przepływający przez całe moje ciało, kiedy ujrzałam jego ciemne tęczówki. — Jesteś najlepszym, co mogło mnie spotkać w życiu.
— Ty też — zanim się obejrzałam jego usta znalazły się na moich, a potem zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie. W tej chwili liczył się tylko Thomas. Niech się dzieje, co chce – w tym momencie świat mógłby się skończyć – ale dla mnie najważniejsza była myśl, że chciałam zatrzymać tą chwile najdłużej jak się tylko dało.
***

Dźwięk telefonu, wybudził mnie z bardzo przyjemnego snu. Już jakiś czas temu zauważyłam, że przy Thomasie spało mi się o wiele lepiej – niemal zawsze byłam wyspana, a bliskość Sangstera działała na mnie uspokajająco. Blondyn poruszył się niespokojnie, kiedy moja komórka odezwała się po raz kolejny, a ja westchnęłam bezgłośnie. Jak najdelikatniej wyswobodziłam się z jego ramion i uśmiechnęłam delikatnie, kiedy Thomas obrócił się na drugi bok i wtulił mocniej w poduszkę.
Szybko założyłam na siebie jego koszulę, a potem wzięłam do ręki telefon i ruszyłam do salonu, by nie obudzić Thomasa. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby w tym momencie się obudził. Spał, tak spokojnie, a przy tym wyglądał jak anioł. Chciałam wierzyć w to, że już do końca życia będę zasypiać i budzić się przy jego boku.
Usiadłam na kanapie, a potem wybrałam ostatnie połączenie. Raczej nie powinno mnie zdziwić to, że odzywałaby się Magda, jednak to nie jej numer widniał na telefonie. Osobą, która się do mnie dobijała była moja mama, a wolałam nie zwlekać z rozmową z tą kobietą.
Usłyszałam sygnał połączenia, a już po chwili rozmawiałam z moją rodzicielką. Tak jakby czekała przy telefonie na to, aż oddzwonię.
— Cześć, mamo — powiedziałam po polsku, zerkając w stronę sypialni Thomasa. Z tego miejsca miałam idealny widok na śpiącego Sangstera, więc uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, gdy tylko na niego spojrzałam. — Co tam u ciebie?
— Wszystko w porządku, kochanie — odetchnęłam z ulgą. Jeszcze tego brakowało, by mojej mamie się coś stało. — Chciałam się tylko dowiedzieć, co u ciebie.
— Przyznaj się, że po prostu nie możesz się doczekać, aż wrócę do Poznania — zaśmiałam się wesoło. Moja mama zawsze nie dawała po sobie poznać, ale wiedziałam, że właśnie tak uważała. — Też się za tobą stęskniłam, ale za niedługo się zobaczymy.
Westchnęłam ciężko. Nie chciałam wyjeżdżać. Nie chodziło już tylko o Thomasa – ale o niego przede wszystkim. Życie w Anglii było zupełnie inne niż to, które znałam w Polsce. Perspektywa szkolenia swojego języka była genialna, ale i samo życie w Wielkiej Brytanii wydawało się mieć o wiele lepsze perspektywy niż to w Polsce. Zdawałam sobie sprawę, że jeśli będę mieć jakieś szczęście to uda mi się załapać do dobrej firmy u mnie w kraju, jednak jeśli będę mieć pecha to skończę na jakiejś podrzędnej posadzie nie związanej z moim zawodem.
— Wszystko w porządku? — zapytała troskliwie moja mama. — Mam wrażenie, że coś się dzieje i może chcesz pogadać?
— Po prostu żałuję, że ten czas, tak szybko zleciał…
— Chodzi o tego chłopaka? — mogłam mieć różne kontakty z moją mamą. Mogłyśmy się kłócić i mieć kompletnie inne zdanie w najróżniejszych kwestiach, jednak kto znał mnie najlepiej i potrafił odgadnąć, że coś nie gra po jednej, krótkiej rozmowie? Właśnie ona. — Gabriela?
— Jestem, mamo — powiedziałam szybko. Wiedziałam, że powinnam była z nią o tym porozmawiać, ale w tym momencie chyba żadna osoba nie byłaby w stanie mnie zrozumieć. Na samym początku to ja sama musiałam to wszystko zrozumieć. — Nic się nie dzieje. Wszystko po staremu.
— To dobrze — po jej głosie od razu poznałam, że zbytnio mi nie uwierzyła i kompletnie mnie przemagluje, jak tylko wrócę do Polski. — Cieszę się, że jesteś zadowolona z tych kilku miesięcy w Anglii.
— Nawet nie masz pojęcia jak bardzo — uśmiechnęłam się, a kiedy po raz kolejny spojrzałam w stronę sypialni Thomasa, zauważyłam, że już się obudził. Miał na sobie tylko swoje bokserki i opierał się o drzwi do pokoju, dokładnie mnie obserwując. — Mamo muszę kończyć. Do zobaczenia.
— Uważaj na siebie, kochanie — usłyszałam w odpowiedzi, a potem szybko się pożegnałam i odłożyłam telefon na bok. Thomas przez cały ten czas nie spuszczał ze mnie wzroku, co powoli zaczynało mnie peszyć.
— Czemu mi się, tak przyglądasz?
— Po prostu stwierdzam, że moja koszula pasuje na ciebie o wiele lepiej niż na mnie — powiedział, podchodząc do mnie. Thomas objął mnie w pasie, a potem złożył krótki pocałunek na moim czole. Przymknęłam oczy, zdając sobie sprawę, że właśnie tego brakowało mi przez całe moje życie. Może przez cały ten czas gdzieś w mojej głowie istniała myśl, że nie chcę być zraniona, dokładnie w ten sam sposób, co moja mama i cała nasza rodzina przez mojego ojca, ale ja przecież nie byłam moimi rodzicami.
— Wiesz, że cię kocham? — uniosłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy. Powinnam była się przyzwyczaić, że jest ode mnie wyższy, ale jakoś nadal nie mogłam tego przegryźć. Miałam wrażenie, że trafiłam na swój ideał, o których nie raz rozprawiałyśmy z Aną.
— Chyba, tak, ale miło jest to słyszeć za każdym razem — Thomas uśmiechnął się. — Wszystko okej? Z kim rozmawiałaś?
— Z moją mamą — odpowiedziałam zgodnie z prawdą. — Nie może się doczekać, kiedy znowu się ze mną zobaczy.
— Poczekaj chwilę, dobrze? — zapytał, podchodząc do wieży i puszczając z niej delikatną muzykę. Szybko do mnie wrócił, a potem klęknął i wyciągną dłoń w moją stronę. — Można prosić do tańca?
Zaśmiałam się wesoło, kiwając głową. Thomas wstał z podłogi, wziął mnie w swoje ramiona i zaczął prowadzić w takt piosenki. Już wtedy na koncercie wiedziałam, że Thomas był genialnym tancerzem. Jednak chyba teraz, kiedy po prostu delikatnie kołysaliśmy się do rytmu muzyki, zdawałam sobie z tego całkowitą sprawę.
— Co będziesz robić po moim wyjeździe? — zapytałam z ciekawości. Wiedziałam, że w połowie października musiał wrócić na plan, ale między tym, a moim wylotem z Anglii było trochę czasu i po prostu zastanawiałam się, co miał w plan na ten okres.
— Chyba pojadę do Londynu, do rodziców — powiedział, tak jakby się jeszcze nad tym zastanawiał. Okręcił mnie dookoła własnej osi, a potem znowu wpadłam w jego ramiona. — Nie ukrywam, że w ogóle nie chciałbym żebyś wyjechała. Gdybym mógł z wielką chęcią kazałbym ci zostać i w ogóle mnie nie zostawiać.
— Wiesz, że to jest skomplikowane….
— Ale czemu o tym nie pomyślisz? — westchnęłam bezgłośnie, zdając sobie sprawę, że znowu wracamy do tego samego tematu. Tylko, że kilka godzin temu myślałam, że sobie po prosu żartował. Teraz był całkiem poważny. — Nie każę ci przerywać studiów ani cokolwiek innego…
— Proponujesz mi tylko porzucenie dotychczasowego życia — powiedziałam, a potem spojrzałam na niego i chwyciłam twarz w swoje dłonie. — Wierz mi…. Naprawdę chciałabym zostać, ale nie mogę w jednej chwili rzucić wszystkiego, co jest w Polsce. Potrzebuję czasu, by to wszystko sobie poukładać. Po za tym nie mogę tak po prostu wyjechać….
— Nie mówię ci żebyś od razu przyjeżdżała — Thomas schował jedną dłoń pod koszulą i zaczął przejeżdżać palcami po linii mojego kręgosłupa. Drugą ręką głaskał mnie po moim policzku, a ja automatycznie wtuliłam twarz w jego dłoń. — Sam mam zobowiązania i przez przynajmniej najbliższe pół roku muszę być w Stanach, ale potem nic mnie tam nie trzyma… Mogłabyś zorganizować sobie to wszystko tak, by za rok zaczynać studia tutaj w Anglii.
— Nie wiem, pomyślę o tym, dobrze? — Thomas skinął głową. — To mimo wszystko bardzo poważna decyzja, a ja nie mogę jej podjąć od tak.
— Rozumiem — blondyn pocałował mnie w czoło. — Nie ma, co się śpieszyć. 

***
Przyznaję się bez bicia, że przez chwilę zapomniałam o tym blogu. Tak samo jak zapomniałam o rocznicy Our Destiny. Moi drodzy to już rok! Nie mam pojęcia jak udało mi się publikować to opowiadanie, aż tak długo, dlatego jestem z siebie samej dumna. 
Wiem, że zaniedbałam to opowiadanie, dlatego bardzo Was przepraszam. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze tutaj zagląda i ucieszy się z nowego rozdziału.
Ściskam Was mocno,
Elliaze <3
Szablon