27 kwietnia 2017

29

Pożegnanie z Londynem było łatwiejsze niż mogłabym przypuszczać. Polubiłam i rodziców Thomasa i jego siostrę, ale coś się zaczynało i kończyło. Po za tym atmosfera po mojej ostatniej rozmowie z Sangsterem była napięta i czuł to każdy kto na nas spojrzał. Thomas nie spoglądał na mnie w każdej chwili z miłością w oczach, a ja nie uśmiechałam się wesoło przez cały ten czas.  Jednak nikt nic nie mówił z czego cieszyłam się jeszcze bardziej, bo chyba nie byłabym w stanie znieść jakiejkolwiek rozmowy na ten temat.
— Miło było cie poznać, Gabby — Ava przytuliła mnie mocno na pożegnanie i pocałowała mnie w policzek. — Słuchaj, jeśli mój brat zrobił coś nieodpowiedniego to nie miej mu tego zbyt długo za złe, dobrze? On cię kocha, wiem to na pewno.
— Postaram się — skłamałam szybko, a potem ostatni raz pożegnałam się z dziewczyną. Podziękowałam również państwo Sangster za gościnę w ich przepięknym domu, a potem wsiadłam do samochodu Thomasa. Chłopak pojawił się w środku chwilę potem.
Kilka dni temu, gdy jechaliśmy z Nottingham do stolicy Anglii nie byliśmy w stanie przestać rozmawiać. Teraz czułam, że najbliższe dwie godziny podróży będą ciągnąć się dłużej niż cokolwiek innego w moim życiu. Sangster odpalił auto, a kiedy ruszył ułożył swoją rękę na podparciu, a drugą trzymał na kierownicy. Miałam wrażenie, że specjalnie wykonał taki gest, że w ten sposób chciał zachęcić mnie do tego, by złapać go za rękę. Nie zrobiłam tego. Nawet na niego nie spojrzałam. Naciągnęłam rękawy bluzy na dłonie, a potem podparłam na nich głowę i zamknęłam oczy, starając się udawać, że śpię.
Udawać wcale nie musiałam, bo po przepłakanej nocy byłam padnięta i dosyć szybko udało mi się zasnąć. Jednak dochodziłam do wniosku, że to nie był najlepszy pomysł, bo w głowie widziałam obrazy, które nijak miały się do mojego humoru. Znowu śniłam dokładnie ten sam sen, co kiedyś – ja, Thomas i dwójka małych dzieci. Tam wszyscy byli szczęśliwy. Nie to, co teraz.
Długo nie pospałam, bo obudziłam się, kiedy Tommy zatrzymał samochód. Było zdecydowanie za wcześnie na to byśmy byli w Nottingham, jednak kiedy otworzyłam oczy zauważyłam, że zatrzymaliśmy się na jednej ze stacji. Thomas zgasił samochód i bez żadnego słowa wyszedł z auta, zostawiając mnie samą.
Nie wiedziałam, co mam myśleć. Thomas odzywał się do mnie wtedy, kiedy było potrzebne i chociaż mogłam się tego spodziewać to i tak nie byłam w stanie tego znieść. To bolało i nikt nie był w stanie mi w tym pomóc. Westchnęłam ciężko, a potem wzięłam telefon do ręki i wyszłam z samochodu. Potrzebowałam się przewietrzyć, bo czułam, że nie byłabym w stanie dalej znieść samotnego siedzenia w aucie.
Każdy kolejny krok stawiałam ostrożnie, chociaż nic mi nie groziło. Jak to bywało z brytyjskim klimatem – wiał mocny wiatr, przed którym jak najszybciej chciało się uciec. Grzmot gdzieś daleko stąd utwierdził mnie w tym, że burza była co raz bliżej. Spojrzałam na swój telefon, jednak brak zasięgu spowodował tylko tyle, że westchnęłam ciężko. Przez chwilę pomyślałam o tym, że krótka rozmowa z Anastazją pomoże mi podjąć jakikolwiek krok w poprawieniu relacji między mną, a Thomasem, jednak i z tym musiałam się pożegnać.
Ale, czy jeszcze wczoraj nie obiecywałam sobie, że to nie ja pierwsza wyciągnę rękę do tego, by zmienić nasze nastawienia w stosunku do siebie?
— Dobra… Pogadajmy, Adams — Thomas zaszedł mnie od ty łupo, a ja od razu odwróciłam się w jego stronę. Po raz pierwszy nazwał mnie w ten sposób, co było na swój sposób urocze, jednak iie odezwałam się ani słowem. Chciałam najpierw usłyszeć to, co sam miał do powiedzenia. — Wczoraj oboje przesadziliśmy, alkohol zrobił swoje.
— Zwalasz winę na alkohol, bo próbujesz znaleźć dla siebie usprawiedliwienie, Thomas — powiedziałam spokojnym głosem. Byłam zmęczona tą sytuacją, a miałam wrażenie, że ta rozmowa w niczym nie pomoże.
— Cholera, Gabby! — zawołał, łapiąc mnie trochę za mocno za ramiona. Potrząsnął mną kilka razy, a ja czułam się jak jakaś szmaciana lalka, którą można było rzucić w każdy kąt i wszyscy myśleli, że nic jej się nie stanie. — Powiedz mi o co ci chodzi, bo nie mam pojęcia! To ty to wszystko zaczęłaś, a gdyby nie twoje dziwne zachowanie to w tym momencie wcale byśmy się nie kłócili. Zaczynam się zastanawiać, czy ty faktycznie nie jesteś jak Victoria.
— Słucham? — zawołałam oburzona. Przecież tyle razy zapewniałam go, że dla mnie liczył się tylko on – gdyby był biednym chłopakiem bez fortuny to też bym z nim była. Nie byłam taka jak jego była dziewczyna – nie chciałam robić na nim żadnej kariery. — Jak w ogóle możesz coś takiego mówić? Jak możesz mnie porównywać do swojej byłej?
— W takim razie oświeć mnie, Gabby! — warknął, odsuwając się ode mnie. — O co ci chodzi, Gabriela? Jeszcze wczoraj rano było wszystko w porządku, a po obiedzie wszystko się spieprzyło. Co takiego się wydarzyło, że tak szybko zmieniłaś swoje nastawienie?
— Nic się nie wydarzyło! — straciłam nad sobą panowanie tylko na chwilę, bo zaraz doszłam do wniosku, że i tak to nie miało sensu. Nic nie miało sensu. Westchnęłam bezgłośnie, a potem spojrzałam na blondyna. — Ja po prostu… Zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy nie będę należeć do twojego świata, Thomas. Ty zawsze będziesz w otoczeniu sławnych ludzi i kamer, a ja? Ja jestem zwykłą dziewczyną, która musi skończyć studia, a potem powinnam się modlić, czy te wszystkie lata nauki miały w ogóle sens i czy zostanę przyjęta do jakiejś normalnej pracy.
— Gabby, co ty…
— Nie rozumiesz tego, Tommy? — złapałam go za rękę i podeszłam bliżej. Napięta atmosfera między nami nie zniknęła, ale przynajmniej miałam wrażenie, że żadne z nas nie chce zabić tego drugiego. Nie wiedziałam, czy powinnam była się z tego cieszyć. — Jeśli nad tym pomyślisz to dojdziesz do tych samych wniosków. Zadarliśmy z przeznaczeniem związując się ze sobą. Kocham cię, ale boję się być zraniona. Kocham cię, ale to wszystko przecież nie ma sensu! To tylko wakacyjny romans, o którym ty zapomnisz po tygodniu, a ja będę wspominać do końca życia!
— Co jeśli się mylisz?
— Thomas…. — westchnęłam zrezygnowana. — Sam zdajesz sobie z tego sprawę tylko nie chcesz do siebie dopuścić, że to może być prawda.
— Bo nie jest — powiedział pewnym głosem. Wiedziałam, że od samego początku był zawzięty, jednak teraz? W tym momencie nie powinien być pewny tego wszystkiego skoro byliśmy pokłóceni, a do mojego wyjazdu zostało naprawdę niewiele czasu. — Nie rozumiesz, że kiedy cię poznałem to zmieniło moje życie na zawsze? Kocham cię, Gabby i tylko to się liczy. Jeśli uważasz, że nie damy radę na odległość to rzucę cały ten cholerny biznes. Jeśli uważasz, że to wszystko to tylko wakacyjny romans to z chęcią cię uświadomię, że tak nie jest. Jeśli chcesz nawet dzisiaj mogę się spakować i polecieć z tobą do Polski. W tym momencie jesteś jedyną osobą na której mi zależy, Adams.
— Tommy…
— Nic nie mów — szybko mi przerwał. Zrobił krok w moją stronę, zmniejszając naszą odległość, a potem chwycił moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie mocno i namiętnie. — Po prostu w nas uwierz.
Reszta drogi do Nottingham nie była wcale lepsza. Może nie było już śladu po nieprzyjemnej atmosferze między mną, a Thomasem, jednak było wiadome, że coś się zmieniło.
Zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze robię. Może faktycznie zbyt pesymistycznie do tego wszystkiego podchodziłam? Jednak, czy nie właśnie taki bieg spraw był najbardziej przewidywalny? Do cholery, nie żyliśmy w jakiejś bajce, by to wszystko miało skończyć się szczęśliwie! Przecież to było niemożliwe.
Westchnęłam bezgłośnie i oparłam się policzkiem o szybę. Na zewnątrz zaczął padać deszcz, a ja miałam wrażenie, że nawet pogoda się ze mną zgadzała. Wiedziałam, że gdybym porozmawiała o tym z Aną, Magdą, czy kimkolwiek innym to obstawiali, by to samo, co ja. Mój związek z Thomasem nie miał sensu. Tylko Sangster uważał inaczej.
Miałam wrażenie, że teraz jechaliśmy o wiele dłużej, niż wtedy, gdy wyjeżdżaliśmy z Nottingham. Tak jak podejrzewałam, rozmowa z Thomasem nic nie zdziałała, a tylko jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym wszystkim. To, co z nim dzieliłam – to było najpiękniejsze, co do tej pory mnie spotkało, jednak powoli zaczynałam żałować, że to w ogóle miało miejsce.
Już wcześniej wiedziałam, że będę cierpieć. Teraz to działo się naprawdę.
Thomas zaparkował swój samochód pod domem mojej siostry i spojrzał na mnie, tak jakby chciał mi coś powiedzieć. Otwierał nawet usta, jednak ostatecznie nie wydobył z siebie ani, jednego słowa.
— Dzięki, Thomas — powiedziałam, odpinając pasy bezpieczeństwa. — W gruncie rzeczy to była udana wycieczka.
— Nie chciałabyś, by tak było codziennie? — zapytał, odwracając się w moją stronę. — Nie mówię o premierach i czerwonym dywanie, bo gdybyś chciała już teraz byłbym w stanie rzucić to wszystko dla ciebie. Mam na myśli każdy dzień w swoim towarzystwie. Razem mieszkać i po prostu być ze sobą na dobre i na złe — Thomas uśmiechnął się na samą taką myśl. To była wspaniała perspektywa. Tylko nie dla nas. Ja o tym wiedziałam. Thomas prędzej, czy później też się o tym przekona. — Nie chciałabyś tego, Gabby?
Nie odpowiedziałam. Spuściłam swój wzrok na dłonie, bo po prostu nie miałam na tyle odwagi, by spojrzeć Thomasowi w oczy. Miałam ochotę płakać. To wszystko nie miało pójść w takim kierunku. W ogóle nie wiedziałam w jakim kierunku powinno to pójść, ale czy w tej sytuacji byłabym w stanie spędzić z Thomasem tych kilkanaście dni do mojego wyjazdu?
W tym momencie nie miałam pojęcia. Z jednej strony nie chciałam zmarnować jakiejkolwiek chwili z Sangsterem, ale z drugiej wiedziałam, że każda kolejna minuta w towarzystwie blondyna za miesiąc będzie powodować jeszcze więcej bólu.
— Chciałabym — powiedziałam w końcu spoglądając na niego. — Ale człowiek ma to do siebie, że pragnie dużo rzeczy, a nie wszystkie otrzymuje.
— Gabby.. — Thomas chciał jeszcze coś powiedzieć, kiedy z domu wybiegła Magda, która wyglądała fatalnie. Tak przerażonej nie widziałam jej nigdy w życiu. Wymieniłam szybkie spojrzenie z Sangsterem, a potem wysiadłam z samochodu, by zobaczyć się z Magdą.
— Co się stało? — zapytałam, kiedy ta niemal na mnie wpadła. Zachowywała się, tak jakby cały jej świat runął w gruzach. Była cała zapłakana, a mnie samą coś ścisnęło w żołądku. Co jeśli stało się coś naprawdę złego? Adamowi, Jankowi, albo nie daj złego, mamie?
— Ja… Nie wiem — powiedziała roztrzęsionym głosem. — Dzwonili ze szpitala. Adam… Podobno był jakiś wypadek i… Ja muszę tam jechać.
— Gdzie jest ten szpital? — odezwał się Thomas, który chyba jako jedyny potrafił w tym momencie trzeźwo myśleć. Magda spojrzała na niego nieprzytomnie, a potem podała mu małą karteczkę z adresem. — Wsiadajcie. To niedaleko stąd.
Skinęłam głową i pomogłam wsiąść mojej siostrze na tylne siedzenia. To jak bardzo była wstrząśnięta samą myślą, że Adam uległ wypadkowi świadczyło o tym, że Weston naprawdę wiele dla niej znaczył. Odkąd pamiętam moja siostra miała problemy z facetami – jakoś nigdy nie mogła znaleźć tego, z którym naprawdę, by się dogadała. Dopóki na swojej drodze nie spotkała Adama. Może nie znałam go, tak dobrze jakbym chciała, ale wiedziałam jedno. Magda nigdy nie była, tak szczęśliwa jak przy nim.
W tym momencie nienawidziłam siebie za to, że kiedy ja martwiłam się tym, czy mój związek z Thomasem miał dalszy sens w tym samym czasie Magda miała o wiele większe problemy.
Nie powinnam była tym wszystkim, tak się przejmować. Zwłaszcza, że teraz Magda potrzebowała mojego wsparcia i nie była w stanie normalnie funkcjonować. Musiałam, jednak myśleć racjonalnie. Najważniejsze było to, by dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało i w jakim stanie był Adam.
Byłam zaskoczona tym, że ulice były praktycznie puste, dlatego dotarcie do szpitala zajęło nam kilka chwil. Thomas ledwo zdołał zaparkować, a Magda już wyskoczyła z samochodu i biegła w stronę szpitala. Szybko za nią ruszyłam, jednak dogoniłam ją dopiero przy recepcji, gdzie starała się wypytać jedną z pielęgniarek o to gdzie leży Adam Weston. Kobieta za ladą była, aż tak nieuprzejma i nie wyrozumiała, że za nic nie chciała jej nic powiedzieć, bo w żaden sposób nie była powiązana z Adamem. Nawet tłumaczenie, że była narzeczoną Westona nic nie zmieniało.
Magda niemal odchodziła od zmysłów, a ja nie miałam pojęcia, co zrobić.
— Nie może pani zrozumieć, że moja siostra jest jego narzeczoną? — warknęłam w jej stronę. Wszystkie emocje, które we mnie się buzowały od wczorajszego wieczoru, wybuchnęły w jednym momencie. Wiedziałam, ze wyżywanie się na nic winnej kobiecie nie było dobrym pomysłem, ale akurat nie myślałam o tym. — Nie jest nikim obcym. Po za tym on nie ma nikogo innego!
Pielęgniarka spojrzała na mnie urażona, jednak akurat teraz miałam to w nosie. Naburmuszona zaczęła grzebać w papierach, a potem poprawiła swoje okulary.
— Adam Weston, pokój 342 — odezwała się niechętnie.
— Dziękuję bardzo — odpowiedziałam z krzywym uśmiechem. Chwyciłam Magdę za rękę, a potem we dwójkę ruszyłyśmy w stronę wskazanego pokoju. Kiedy odwróciłam się do tyłu zauważyłam, że Thomas zdążył nas dogonić i w tym momencie biegł w naszą stronę, by po chwili kompletnie się z nami zrównać. — Magda, uspokój się — zwróciłam się do swojej siostry, kiedy ta wyrywała się z mojego uchwytu, niemal wpadając na wózek z lekami i pielęgniarkę, która stała obok. — Rozumiem, że chcesz zobaczyć Adama jak najszybciej, ale nie musisz po drodze nikogo zabijać!
— Łatwo ci to mówić, bo to nie twój facet leży w szpitalnym łóżku — zawołała, wyrywając się. Od razu puściła się biegiem, a ja westchnęłam ciężko i razem z Thomasem ruszyłam za nią.
Może byłam dla niej zbyt ostra, ale ja tylko chciałam jak najlepiej. Cóż… Wyszło jak zawsze. Magda umierała z niepewności i teraz powinnam ją wspierać i powtarzać, że wszystko będzie w porządku. A ja, co robiłam? Tylko jeszcze bardziej ją dobijałam. Właśnie teraz powinnam ja uspokajać, głaskać po głowie lub robić cokolwiek podobnego, by tylko poczuła, że nie jest z tym sama. Zamiast tego wolałam na nią warczeć i krzyczeć, by się uspokoiła. Robiła jej to własna, rodzona siostra. To musiało być gorsze niż wbicie noża prosto w serce.
Nie miałam odwagi wejść za Magdą do sali, gdzie leżał Adam. Zresztą, nie było to potrzebne na tą chwilę. Moja siostra jako pierwsza musiała się dowiedzieć, co działo się z Westonem, a ja nie miałam zamiaru w niczym ją powstrzymywać.
Z ciężkim sercem usiadłam na szpitalnym krześle i czekałam. Właściwie nie wiedziałam na co, ale prędzej, czy później musieliśmy się dowiedzieć, co się stało.
— Trzymasz się? — Thomas usiadł obok mnie. Zrobił gest, tak jakby chciał mnie przytulić, ale w ostatniej chwili się wycofał, a ja żałowałam, że to zrobił. W tym momencie potrzebowałam czyjeś bliskości. Potrzebowałam właśnie tego, by Sangster był przy mnie i nie zostawiał.
— Jakoś leci — powiedziałam, niepewnie łapiąc go za rękę. Mogłam to wszystko uważać za beznadziejne i bezsensowne, ale dochodziłam do jednej, przerażającej myśli. Co, by było gdybym to ja była na miejscu Magdy i to Thomas, a nie Adam miał wypadek? Nie byłam w stanie sobie tego wyobrazić, ale wiedziałam jedno. Nie przeżyłabym tego. Nie byłabym w stanie.
— Na pewno wszystko będzie dobrze, Gabby — Thomas ścisnął moją rękę, a ja poczułam znajome ciepło przechodzące przez całe moje ciało. Jak mogłam być, tak oziębła przez ostatnie godziny? Przecież nie o to mi chodziło. Kochałam Thomasa i chciałam wykorzystać każdą chwilę, które nam zostały, a zamiast tego stwarzałam jakieś dziwne problemy, które nie powinny mieć racji bytu. Chciało mi się śmiać, bo w tym momencie Ana powiedziałaby mi tylko jedno. Stwierdziła, że na pewno za dużo nad tym wszystkim rozmyślam i sama sobie stwarzam takie problemy.
W tym był problem naszej rasy. Czasami zbyt dużo o czymś myśleliśmy i sami dopowiadaliśmy sobie fakty, które mijały się z rzeczywistością.
— Mam nadzieję, że to nic poważnego — westchnęłam ciężko. Nie chciałam, by Adamowi działo się coś złego. Naprawdę lubiłam tego faceta, a przede wszystkim sprawiał, że Magda była szczęśliwa. — Ja…. Dziękuję, że tutaj ze mną jesteś.
— Nie masz za co dziękować — Thomas usiadł bokiem, a potem odwrócił mnie w swój stronę. — Gabby, przecież wiesz, że dla ciebie wszystko. Nie mógłbym z tobą tutaj nie być.
— Przepraszam — wydusiłam z siebie. Nie chciałam, by atmosfera między mną, a Thomasem była taka sama – napięta i nieprzyjemna. Musiałam to zmienić, bo w końcu go kochałam. Nie powinnam była przejmować się tym, co będzie za miesiąc, czy za pół roku. — Ja… Zachowałam się jak nie ja.
— Myślę, że obydwoje nas poniosło, Gabby — Thomas westchnęła bezgłośnie. Objął mnie ramieniem i przyciągnął mnie do siebie, a ja przymknęłam oczy i wtuliłam się w niego.
Nie ważne, co działo się jeszcze kilka godzin temu. Nie ważne, że najprawdopodobniej przez swoją, własną głupotę byłam na skraju zniszczenia czegoś, co znaczyło dla mnie o wiele więcej niż mogłabym przypuszczać. Czułam zbierające się łzy pod moimi powiekami, ale nie starałam się ich hamować. Wszystkie emocje, które mną targały, skumulowały się i w ten sposób znalazły ujście.
Thomas siedział mając mnie w ramionach, bez przerwy głaszczą mnie po włosach i szepcząc pocieszające słowa. Byłam mu za to wdzięczna, ale była jedna, szczególna myśl, która wyróżniała się spośród całej reszty.
Kochałam Thomasa i dziękowałam wszystkiemu za to, że mogłam być w jego ramionach.


***
Po dwóch tygodnia walki z Bloggerem, w końcu udało mi się wrzucić nowy rozdział.
Co o nim sądzicie? Dajcie znać.
Smutna wiadomość jest taka, że do końca OD zostało tylko 9 rozdziałów wraz z epilogiem). Ja sama już wszystko napisałam i nie mogę się doczekać, kiedy i Wy to przeczytacie! <3
Trzymajcie się i ściskam Was mocno!
Elliaze.
Szablon