Spoglądając na
panią Sangster, Avę oraz Britt czułam się trochę nieswojo w ich towarzystwie.
Wszystkie trzy doskonale się znały – mogły rozmawiać o wszystkim i uśmiać się
przy tym jak mało kto. Oczywiście, wciągały mnie w każdy temat, pytały się, co
sądzę w danym momencie i w żaden sposób mnie nie pomijały. Po prostu stojąc z
lampką wina i przysłuchując się im jak z zapałem rozmawiały na najbłahsze
tematy i świetnie się rozumiały – mimo różnicy wieku – rozumiałam, że ja nigdy
nie odnajdę się w ich gronie. To był ten moment, w którym nie po raz pierwszy,
ale zdecydowanie najmocniej do tej pory, dotarło do mnie, że mój związek z
Thomasem nie miał sensu. Wakacje kończyły się za niecały miesiąc, a ja wtedy
wracałam do swojego domu. Szczerze wątpiłam w to, by nasz związek przetrwał,
dlatego w przypływie emocji postanowiłam, że już teraz musiałam się
przyzwyczaić do tego, że najprawdopodobniej przez tych kilkanaście dni
widziałam Thomasa po raz ostatni w życiu. Musiałam się przyzwyczaić do tej
myśli, a codzienne spotkania i godzinne rozmowy przez telefon wcale mi nie
pomogą.
— Przepraszam na
chwilę — powiedziałam z delikatnym uśmiechem, odkładając kieliszek z czerwonym
winem. Po obiedzie, na którym pojawili się
Dylan i Britt, w domu powstały dwa obozy. Kobiety zajęły kuchnię z czerwonym
winem i słodkościami, a mężczyźni zaszyli się w salonie, gdzie stał bar, który
szybko został otwarty.
To było miłe popołudnie
i wszyscy byli dla mnie uprzejmi – nikt nie dawał mi poznać, że tutaj nie
należę. W tymże ja sama, tak to odczuwałam. Nie należałam do tego miejsca i
podświadomie wiedziałam o tym już od dawna, a nawet w momencie, w którym
zgodziłam się zostać dziewczyną Thomasa. To był wakacyjny romans. Co z tego, że
nie wyobrażałam sobie, by ktokolwiek inny mógł być na miejscu Tommy’ego.
Wiedziałam, że prędzej, czy później będę musiała zmienić swoje nastawienie.
Opuściłam
kuchnię, a potem przeszłam szybko korytarzem obok salonu, z którego dochodziły
wesołe rozmowy i wspięłam się po schodach na pierwsze piętro. Właściwie nie
miałam pojęcia czemu opuściłam kuchnię. Uwielbiałam panią Sangstęr, Avę i
Britt, jednak czułam, że musiałam zmyć się z ich oczu, chociaż na chwilę. Nie
byłam w stanie znieść tego w jak łatwy sposób się ze sobą porozumiewały. Byłam o to cholernie zazdrosna.
Nie byłam w
stanie znieść tego, że dla mnie to było tylko coś przelotnego. Za rok o tej
porze będę tylko to wszystko wspominać ze łzami w oczach.
Weszłam do
swojego pokoju i usiadłam przed toaletką, wzdychając ciężko. Spoglądając w
lustro i widząc swoje odbicie, dochodziłam do wniosku, że przecież nie
zmieniłam się od swojego przylotu do Nottingham. Nadal miałam tak samo proste,
długie i brązowe włosy. Nadal byłam chyba najbardziej nie rozumianą osobą na
świecie. Miałam swój charakter, który nie raz denerwował 99% ludzi z
mojego otoczenia. Po prostu byłam sobą.
A jednak.
Czułam, że nie byłam już tą samą Gabrielą Adamczyk, co sprzed kilkunastu
tygodni. Dziewczyna, którą widziałam w lustrze tylko była do mnie podobna.
Miała te same oczy, włosy i twarz. Nadal była kompletnie niezrozumianą osobą.
Nadal denerwowała wszystkich ludzi, ale teraz była zakochana. To brzmiało, tak
ironicznie jak jeszcze nic, co udało mi się pomyśleć albo usłyszeć.
Wszyscy mi
mówili, że na studiach znajdę osobę, w której się zakocham i z którą będę
chciała spędzić całą resztę swojego życia. Może nie kłamali, bo na uczelni
poznałam takiego, jednego chłopaka, z którym już przy pierwszej rozmowie
złapałam niesamowity kontakt. Był ode mnie starszy o rok, ale przecież wiek się
nie liczył, prawda? Nie kręciliśmy ze sobą – od samego początku był dla mnie
jak kumpel, który miał zajebisty charakter, chociaż na początku naszej znajomości strasznie mi się podobał. Jeszcze przed wakacjami w myślach
zazdrościłam każdej dziewczynie, której udałoby się związać z Mateuszem. To
były nic nie znaczące myśli, bo z chłopakiem nie łączyło mnie nic poza przyjaźnią. Był dla mnie jak brat.
Potem był
wyjazd do Nottingham, który, tak jak każde poprzednie wakacje miałam tylko
dobrze wspominać. Miałam to szczęście, że tak naprawdę już w pierwszy dzień
poznałam Thomasa i stało się. Zakochałam się, co było niesamowitym uczuciem,
jednak tak samo strasznym i nieobliczalnym. Nikt nie wiedział jak to się
skończy. Z reguły byłam optymistką i wszystko widziałam w samych superlatywach,
jednak chyba tylko jedna dziewczyna na milion potrafi znaleźć się w takiej
sytuacji jak ja. Thomas należał do innego świata niż ja i wiedziałam to od
samego początku. Jednak mimo wszystko zaryzykowałam, bo wierzyłam, że z tego
może coś wyjść. Nie wyjechałam jeszcze z Anglii, a już wiedziałam, że byłam w
błędzie. Optymistycznie myślenie poszło w las i został sam realizm i pesymizm.
Zwłaszcza pesymizm.
Związek sławnego
aktora ze zwykłą dziewczyną nie miał racji bytu. Nie ważne jak mocno byśmy o to
walczyli – prędzej, czy później i tak coś stanie na naszej drodze. Nie myślałam
nawet o konkretnej osobie, przecież to mógł być nic nie znaczący szczegół, do
którego jedno z nas mogło być przyzwyczajone, a drugie nie koniecznie.
Dlatego to
wszystko było jak sen. Jak bajka, które czytano mi, gdy byłam dzieckiem.
Niezamożna dziewczyna poznaje księcia i żyją długo i szczęśliwie. Nic z tego.
Westchnęłam
bezgłośnie i sięgnęłam po swój kolorowy błyszczyk, którym posmarowałam usta.
Wiedziałam, że muszę wrócić na dół, chociaż wcale nie miałam na to ochoty.
Podejrzewałam również, że nikt nie tęsknił za moim towarzystwem. Byłam, bo
byłam, ale żadna z tych osób na dole, tak naprawdę mnie nie znała. Tyczyło się
to również Thomasa, bo czy to było możliwe żeby poznać kogoś dokładnie w
przeciągu dwóch miesięcy?
Odpowiedź była
jedna. Nie. Ludzie dosyć często poznawali się latami, a i nawet po dziesięciu,
czy nawet dwudziestu latach okazywało się, że nie znali tej drugiej osoby, tak
dokładnie jak myśleli. Więc Thomas mnie nie znał, a ja nie znałam jego. Byliśmy
na etapie poznawania siebie, a i to miało skończyć się zanim, tak naprawdę na
dobre się rozwinie.
Dźwięk
otwieranych drzwi wyrwał mnie z moich myśli i szybko odwróciłam się do tyłu. W
pomieszczeniu stał Thomas, który w tym momencie był ostatnią osobą, z którą
chciałam rozmawiać.
— Hej, wszystko
w porządku? — zapytał podchodząc do mnie. Położył dłonie na moich ramionach i
uśmiechnął się do mnie, co zauważyłam w lustrzanym odbiciu. — Mam nadzieję, że
moja mama i cała reszta cię nie zamęczyła?
— Nie, jest
dobrze — odpowiedziałam zdawkowo, siląc się na uśmiech. Miałam nadzieję, że był
on jak najbardziej prawdziwy, bo nie chciałam nic po sobie poznać. To do czego
doszłam… Wiedziałam, że Thomas uważał inaczej. Tylko, że Sangster się mylił i w
końcu sam sobie zda z tego sprawę. Na razie, jednak nie chciałam psuć jego
punktu widzenia. Sądząc po jego radosnej minie czułam, że wierzył mi na słowo.
W końcu po co miałabym go okłamywać? — Musiałam tylko coś sprawdzić.
— Już się bałem,
że zbytnio na ciebie naciskały — pochylił się nade mną i pocałował w szyję.
Niemal natychmiast poczułam znajomy dreszcz, który zawsze towarzyszył jego
dotykowi. Oparłam się o jego klatkę piersiową i przymknęłam oczy, starając się
czerpać z tego jak najwięcej. Tak było, tylko, że cały czas w głowie pojawiała się
myśl, że to nie ma sensu. Wcześniej o wiele lepiej udawało mi się ją
zignorować, a teraz miałam z tym nie mały problem. Właściwie nie byłam w stanie
sprawić, by zniknęła. Była i cały czas istniała.
— Wszystkie są
dla mnie bardzo miłe — nie kłamałam jeśli o to chodziło. Po prostu… Przepaść,
która nas dzieliła była widoczna na kilometr. — Nie masz czym się przejmować.
— To dobrze —
powiedział, siadając obok mnie. Thomas złapałam mnie za jedną rękę, a drugą
położył na moim kolanie. Kiedy nachylił się, by mnie pocałować poczułam okropny
odór alkoholu, który normalnie nie powinien mnie zniechęcić. W tym jednak
momencie, obrzydzał mnie równie mocno jak widok dzieciaka gdzieś w Azji, który
je żywe robale. Okropne porównanie swoją drogą.
Odchyliłam głowę do tyłu, bo nie byłabym w stanie znieść w tym
momencie jego pocałunku. — Co jest?
Thomas spojrzał
na mnie z widocznym wyrzutem w oczach. Poczułam ukłucie w sercu i tak jak
wczorajszego wieczoru, zaczęłam wyrzucać sobie, że popełniłam błąd. Tylko przez
chwilę, bo potem przypomniałam sobie, że związek nie polegał tylko na tym, by
cały czas się na coś zgadzać i przepraszać za każdy błąd, który według ciebie
nim nie był. Nie sądziłam, że w ciągu kilku godzin mój humor może ulec, aż tak
diametralnej zmianie.
— Piłeś, Thomas
— powiedziałam spokojnie, nawet na niego nie patrząc. Nie byłam też w stanie
spojrzeć w lustro, bo wiedziałam, że ujrzałabym tam wszystkie emocje i na
mojej, i na jego twarzy, a tego teraz nie chciałam. Na chwilę zaległa krępująca
cisza, a Thomas puścił moją rękę.
To było jak nóż
w serce. Może brałam to zbyt poważnie, ale w tym momencie, tak to odczuwałam.
Nie chciałam myśleć o tym, że po raz kolejny to ja sprawiłam, że w jego oczach
pojawił się zawód. W tym momencie obwiniałam za to alkohol, który krążył nie
tylko w moich żyłach.
— I co z tego,
Gabby? – zapytał jakimś innym tonem. Nie umiałam powiedzieć, co było z nim nie
tak, ale czułam, że to nie jest ten sam głos, co na co dzień. Normalnie Thomas
zwracał się do mnie, a ja słyszałam, że każde jego słowo jest przepełnione
szczęściem i miłością do mnie. Teraz słyszałam sam wyrzut i już pragnęłam, by
cofnąć czas i w ogóle nie zaczynać tej rozmowy. — Przecież ty też piłaś. Po za
tym jak jesteś w klubie to jakoś nigdy nie narzekasz na to, że ktoś jest
pijany, gdy cię całuje.
— Co? —
spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami. Nie miałam kompletnie pojęcia, co
teraz chodziło mu po głowie, ale z pewnością nie było to coś dobrego. — O czym
ty do cholery mówisz, Thomas? Od mojego przylotu do Anglii jesteś jedyną osobą
jaką gdziekolwiek całowałam!
I jedyną.
— Czyli, że
tylko ze mną się powstrzymujesz? — blondyn założył ręce na klatce piersiowej i
posłał mi chłodne spojrzenie. Mówienie o tym, że spojrzenie może zabijać w tym
przypadku było za mocne. Jednak z pewnością potrafiło zmrozić nawet
najcieplejsze serce. — Może nie powinnaś.
— Skończ, bo
jeszcze chwila, a powiesz coś czego nie będziesz w stanie cofnąć — powiedziałam
stanowczo, wstając ze swojego miejsca i odsunęłam się od niego na bezpieczną
odległość. Thomas w końcu sam się podniósł, a potem zaczął się do mnie zbliżać z
nieopisanym wyrazem twarzy. To był pierwszy raz, kiedy poczułam się zagrożona w
jego towarzystwie.
— Szczerze w to
wątpię, Gabriela – odpowiedział, robiąc kolejny krok. Jakiś błysk w jego oczach
nie pozwalał mi zachowywać się spokojnie. Powoli zaczęłam się cofać, ale potem
wzięłam szybki oddech. Przecież to był Thomas. Mój Thomas. Nie mógł mi nic
zrobić. — Jestem niezwykle ciekaw, czy w swoim zakichanym kraju też zgrywasz
taką spokojną i niewinną osobę?
— Myślisz, że
udaję? – uniosłam swój głos, przestając panować nad sobą. Thomas prychnął, a ja
zacisnęłam mocno pięści, tak że niemal przebiłam skórę swoimi paznokciami. —
Oświecę cię. Nie udaję. Jestem jaka jestem i nie zmienisz tego. Przez ostatni
czas jakoś ci to nie przeszkadzało. Tak samo jak to, że pochodzę z jak to
nazwałeś — uniosłam ręce do góry i palcami zrobiłam cudzysłów w powietrzu —
zakichanego kraju. Przepraszam cię bardzo, ale jeśli dalej masz zamiar wytykać
mi to skąd pochodzę to lepiej od razu wyjdź z tego pokoju.
Mogłam tolerować
wszystko – byłabym w stanie zrozumieć, gdyby zaczął mnie obrażać, a te słowa
byłyby prawdą. Jednak nigdy nie zdzierżę momentu, w którym ktoś – ktokolwiek,
nie musiałby to być Thomas – wytyka mi moje pochodzenie oraz obraża kraj, w
którym mieszkam. Sangster może nie miał nic złego na myśli, ale zrobił to. Niby
nic konkretnego nie powiedział, ale wystarczyło, by poczuć okropne ukłucie w
sercu. Duma nie pozwalała mi na to, by tak po prostu stać i wysłuchiwać
nieprzyjemnych słów na temat tego skąd pochodzę.
Nie byłam
stuprocentową patriotką, ale kochałam Polskę i w tym momencie ta miłość do
mojej ojczyzny wydawała się o wiele większa niż ta, która łączyła mnie z
Thomasem.
— Żebyś
wiedziała, że zrobię to z największą chęcią — warknął w moją stronę. Spojrzał
na mnie ostatni raz bez wyrazu, odwrócił się, a potem szybkim krokiem opuścił
pomieszczenie. Zanim doszło do mnie, tak naprawdę, co tutaj się stało
usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami, a potem ciszę, która zaległa po wyjściu
Thomasa.
Nie sądziłam, że
rozmowa z blondynem pobiegnie takim torem. To w ogóle nie powinno mieć miejsca,
bo pod wpływem alkoholu nikt nigdy nie zachowuje się racjonalnie. Wyrzucałam
sobie to, co się stało, kiedy przypomniałam sobie, że niecałe dwadzieścia
cztery godziny temu czułam się dokładnie tak samo. To nie było normalne, że w
przeciągu jednego dnia, aż dwa razy czułam się okropnie winna za… Tak naprawdę
za nic.
Wtedy w nocy
może zadziałałam impulsywnie, jednak w końcu przemyślałam wszystko i wróciłam
do Thomasa. Przeprosiłam go, bo naprawdę źle czułam się z tym, że pozwoliłam,
by coś zaczął, a potem zabroniłam mu kończyć. Po za tym czułam, że byłam na to
gotowa. Jednak teraz? W tym momencie sprawa była o tyle trudna, że kilka słów
potrafiło zranić mocniej niż najbardziej naostrzona żyleta.
Rany cięte
prędzej, czy później się goiły. W przypadku tych głębszych zawsze pozostawały
blizny – jedne mniej, a drugie bardziej widoczne. Podobnie było ze słowami.
Czasami wystarczyło kilko sekund, parę nie przemyślanych słów, które tak jak
rany potrafiły zostawić blizny na długo. Za długo.
Westchnęłam ciężko. Usiadłam na podłodze, chowając twarz w dłoniach, a potem rozpłakałam się jak małe dziecko. Nie chciałam, by tak to się
skończyło. Inaczej wyobrażałam sobie to wszystko. Zawsze chciałam znaleźć miłość
swojego życia i po prostu być najszczęśliwszą osobą na świecie. Wszystko się
zgadzało tylko, że nikt mi nie powiedział, że wraz ze szczęściem i miłością
przychodziło coś jeszcze.
Ból.
Ból, który
rozdzierał twoje serce i każdą komórkę twojego ciała. Ból przez który nie byłeś
w stanie normalnie funkcjonować. Ból, który powodował, że byłeś w stanie
natychmiast pobiec za ukochaną osobą i błagać na kolanach, by ci przebaczyła
każde słowo, chociaż to nie była twoja wina.
Tylko moja duma
nie pozwalała mi na to, by wyciągnąć rękę do Thomasa jako pierwsza. Nie po raz
kolejny. Czasami przeklinałam się za to, że nie umiem pierwsza powiedzieć, że
spieprzyłam sprawę, ale tym razem to ja miałam stuprocentową rację.
To nie była moja
wina.
***
Sprawy między Gabby, a Thomasem trochę się pokomplikowały. Co sądzicie o ich kłótni? Jak myślicie, czyja to wina, tak naprawdę? Pogodzą się, czy nie?
Komentujcie i oceniajcie! Jestem ciekawa Waszych spostrzeżeń. Tymczasem do napisania!
Elliaze.
Hej, hej!
OdpowiedzUsuńJestem pewna, że się pogodzą! W końcu to jedna z najsłodszych par ever ^^
W każdym razie nawet mi się podoba, że się pokłócili. Dzięki temu ta historia wygląda bardziej realistycznie :)
Pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały
Kot
No nie mogli być wiecznie szczęśliwi xd W sumie niby drobnostka, ale Gabby ma trudny charakter, więc nie dziw, że się pokłóciła z Thomasem.
UsuńCo będzie dalej? Zobaczymy, ale na koniec Ci powiem, że zaczynam się stresować, bo dochodzimy do końca opowiadania. Tak naprawdę do końca :c
Ściskam mocno! <3
Tak długo mnie tu nie było. Teraz wchodząc tu czuję się tak obco, a kiedyś... niech mnie piorun jasny trafi!
OdpowiedzUsuńKobieto, mogę wiedzieć co ty wyrabiasz? :D Chociaż w sumie czasem trzeba podrasować trochę historię, by milutko się ją czytało. ^^ Choć co prawda, jestem bardzo zaskoczona.
Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. :D Ciekawe co będzie w kolejnym. Przysyłam dużo weny, pomysłów i czasu na napisanie wypocinków. <3 :D
Miłego dzionka, trzymaj się!
Nie było Cię, ale już jesteś i bardzo się cieszę, że wróciłaś do Gabby&Thomasa <3
UsuńSzczerze to pisałam kolejny rozdział dosyć dawno i sama nie pamiętam jak potoczyłam dalej ich historię xd Będę musiała sobie sama przypomnieć.
Dziękuję, bo tego to ostatni nadzwyczajnie mało.
Całuję! :*